Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej

YT | FB | PL/EN

Uniwersytet Wrocłaawski

#hejty – poznaj hejt od środka


W środowy wieczór w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej miała miejsce dyskusja na temat hejtu w sporcie oraz szeroko pojętej mowy nienawiści. Sportowcy w towarzystwie psychologa opowiedzieli o swoich doświadczeniach związanych z hejterami oraz o tym, jak sobie radzą w kontaktach z nimi.

Problem mowy nienawiści w Polsce stał się szczególnie aktualny z powodu zaostrzenia języka debaty publicznej, wulgaryzacji przekazu medialnego oraz tragedii związanej z tragiczną śmiercią prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. Studenci II roku dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie Wrocławskim chcieli zwrócić uwagę także na zjawisko hejtu, i to w świecie sportu. - Naszym zdaniem w tym temacie wciąż mówi się zbyt rzadko, by zmniejszyć skalę problemu – uważa jedna z organizatorek wydarzenia i zarazem współprowadząca dyskusję, Monika Sapela. 

Zanim do głosu doszli zaproszeni sportowcy, prelekcję wygłosił dr hab. Marcin Czerwiński, współpracownik wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia "Nigdy Więcej". Podkreślał różnicę między mową nienawiści, a więc atakiem na konkretne grupy społeczne opartym na stereotypach, a hejtem, czyli bezpodstawnym obrażaniu drugiej osoby. Podobne rozgraniczenie stosowała psycholog dr Katarzyna Serafińska z Uniwersytetu Wrocławskiego. - Każdy z nas posługuje się stereotypami, stosuje hejt wobec innych i jest na niego narażony. Jednak badania pokazują, że zjawisko hejtowania dotyczy raczej osób młodszych, niż starszych oraz raczej mieszkańców mniejszych niż większych miast. 

Dr Serafińska towarzyszyła również jako ekspert zaproszonym gościom: Karolinie Piśli (siatkarce #Volley Wrocław), Róży Gumiennej (zawodniczce kickboxingu w formule K-1), Bartoszowi Huzarskiemu (byłemu zawodowemu kolarzowi, uczestnikowi m.in Tour de France czy Giro d'Italia), Robertowi Mkrtchyanowi (kapitanowi zespołu Śląsk Wrocław Blind Football) i Krystianowi Janiszowi (rzecznikowi prasowemu #VolleyWrocław).

Hejt w życiu zaproszonych osób dotykał nie tylko płaszczyzny sportowej: - Nie widzę na jedno oko od urodzenia. W czasie gdy jeszcze nie miałem polskiego obywatelstwa musiałem płacić za studia dzienne na Uniwersytecie Przyrodniczym - opowiadał Robert Mkrtchyan, który ma ormiańskie korzenie. - Pod artykułem Gazety Wyborczej na ten temat pojawił się komentarz: "Ślepy inżynier – chciałbym to zobaczyć". Dziś mam do sprawy dystans i mówię o tym z humorem, ale musiałem się tego nauczyć - podkreślał. W podobnym tonie wypowiadała się Róża Gumienna. - Dziś, dzięki psychologicznemu wsparciu, potrafię sobie radzić z hejtem, jednak po jednej z ważnych wygranych w mojej karierze, z powodu bezsensownej krytyki stylu w jakim zwyciężyłam, nie chciałam wychodzić z domu. 

- Sportowiec musi być dziś obecny w internecie oraz social mediach, to kwestia być albo nie być w przypadku umów ze sponsorami – tłumaczy Bartosz Huzarski, obecnie kolarski bloger. Wówczas bardzo przydaje się osoba, który przejmuje na swoje barki kontakt z – nierzadko przekraczającymi granice krytyki – fanami. 

- Takich rozmów odbywam naprawdę sporo, a odpowiadam tylko na merytoryczną krytykę, a nie wulgarne obrażanie zawodniczek – tłumaczył Krystian Janisz. Karolina Piśla przyznaje, że wsparcie ze strony rzecznika pomaga lepiej skoncentrować się całemu zespołowi na kolejnych spotkaniach. 

Podczas dyskusji nie brakowało także pytań o profil hejtera, sposobów na radzenie sobie z hejtem, a nawet rad gości do młodych adeptów dziennikarstwa.

Paradoksalnie, z tak negatywnego zjawiska jak hejt można wysnuć pewne pozytywy. – Z biegiem czasu człowiek uczy się dystansu do internetowych dyskusji – stwierdził Bartosz Huzarski. – Ważne, by starać się przekuć to w pozytywną energię – na przykład samemu dbać o to, by nasza krytyka nie była obrażaniem innych. Trudno się z tym nie zgodzić. Jak zostało powiedziane na zakończenie konferencji, hejterowi można podziękować za to, że ucząc się odpowiedniej reakcji na jego zachowanie, sami stajemy się lepszymi. 

Autor tekstu: DOMINIK MAZUR